1/08/2015

Bukit Lawang - Orangutany z Sumatry - Dzień 1


Indonezję miałam już dawno w planach, lecz na Sumatrę (największą wyspę Indonezji) pojechałam głównie dla orangutanów. Marzyłam o tym, by zobaczyć te ciekawe stworzenia w ich naturalnym środowisku a fakt, że istnieją tylko dwa takie miejsca na świecie (Sumatra i Borneo) sprawił, że poczułam wyzwanie.

Moją przygodę z Indonezją zaczynam w Medanie - ogromnym, zapyziałym mieście na Sumatrze, z którego próbuję się dostać do Bukit Lawang i już na początku napotykam problemy. Lonley Planet podpowiada mi, że podróż lokalnym autobusem na trasie Medan - Bukit Lawang powinna kosztować 20 000 rupii (ok. 5 zł/listopad 2014). I owszem, taka cena obowiązuje lokalnych, ale autor Lonley Planet nie raczył nawet sprawdzić ile będzie musiał zapłacić za ten sam przejazd turysta !

Słyszę pierwszą cenę 140 000 rupii (ok. 40 zł) i mimo, że mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że to rozbój w biały dzień, to grzecznie dziękuję i mówię, że idę poszukać autobusu za 20 000 rupii (ok. 5 zł). Zaczynam błąkać się po dworcu lecz dobrze wiem, że innego autobusu nie ma. Tak jak przypuszczałam kierowca zaczyna iść za mną i nagle cena zaczyna spadać. Tym razem, specjalnie dla mnie, cena wyjątkowo niska, tylko 120 000 rupii (ok. 35 zł) ... a więc ja dalej szukam "mojego" autobusu za 5 zł. Po 40 minutach chodzenia za mną po dworcu i wywierania presji, że autobus musi już odjeżdżać a czeka tylko na mnie, cena stanęła na 35 000 rupii (ok. 9 zł). Jestem usatysfakcjonowana, ponieważ uważam, że turysta czy też podróżnik czyni dobrze niewiele przepłacając, bo nigdy nie wiemy czy przypadkiem dany człowiek tylko w taki sposób jest w stanie wyżywić swoją rodzinę.

Podróż trwa 3 godziny a droga czasami jest a czasami jej nie ma, zależy na którym odcinku trasy się znajdujemy, ale jedziemy - na moje szczęście, bez awarii. Autobus, a raczej bus teoretycznie przewiduje 12 miejsc siedzących natomiast my zatrzymujemy się w każdej wiosce zabierając coraz to większą liczbę podróżnych. Jest nas już około dwudziestu paru w busie, większość to dziewczynki wracające ze szkół do swoich domów. Chłopcy nie zmieścili się do środka więc jadą na dachu. Jest ich co najmniej dziesiątka i bez względu na miejsce siedzące w czy poza środkiem transportu, wszyscy płacą za przejazd tą samą kwotę ... no może wszyscy oprócz mnie. :)

Autobus, po trzech upalnych godzinach zatrzymuje się na stacji nieopodal Bukit Lawang. Jestem prawie na miejscu, ponieważ do wioski mam jeszcze kawałek. trudem udaje mi się wydostać z dworca obfitującego w taksówkarzy, którzy koniecznie chcą mnie podwieźć "bo przecież to za daleko by iść". Nie dojdę - twierdzą. Całe szczęście, że się uparłam, że idę na piechotę bo po 20 minutach wolnego spaceru jestem już na miejscu.

Kolejno znajduję lokum - skromny, niezbyt czysty pokój na skraju dżungli za 50 000 rupii (ok. 15 zł/2 os./listopad 2014). Jest moskitiera, moja magiczna ochrona przed komarami, karaluchami i pająkami. Muszę jeszcze znaleźć kogoś doświadczonego, kto mnie jutro po tej dżungli oprowadzi i to będzie już wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba.


Wioska Bukit Lawang, północna Sumatra, Indonezja

Rozmawiam z rzekomym prezesem stowarzyszenia przewodników w Bukit Lawang (zapewne każdy jest tam prezesem jak chce Ci coś sprzedać, więc nie podniecałabym się żadnym z prezentowanych Ci tytułów). Ma on wydrukowany cennik i chce mnie zachęcić do skorzystania z jego usług. Patrzę na broszurę i łapię się za głowę ! Licencjonowani przewodnicy (o ile są w ogóle licencjonowani)  życzą sobie 35 Euro (listopad 2014) od osoby za dzień trekkingu. Owszem, w cenie zawarty jest wstęp do parku, pozwolenie na korzystanie z aparatu fotograficznego, przewodnik oraz lunch ale cena i tak jest dla mnie jak z kosmosu. Mimo zapewnień prezesa, że taniej przewodnika nie znajdę, upieram się, że zanim się zdecyduję to wybadam jeszcze inne miejsca w wiosce.

Ku mojemu zdziwieniu wszyscy licencjonowani przewodnicy życzą sobie 35 Euro i nawet nie chcą się targować. Po godzinie poszukiwań jestem zrezygnowana i robię się głodna więc idę coś zjeść. W restauracyjce, do której wchodzę spotykam przypadkowo ( przypadkowo ?! ) owego prezesa. Ponownie namawia mnie na skorzystanie z jego oferty lecz ja grzecznie mówię, że to dość drogo i nie bardzo mnie na to stać. Prawda jest taka, że nawet jeśli mnie na to stać to cena 150 zł jest dla mnie ceną przesadzoną, a przecież nie ma nawet gwarancji, że ja te orangutany zobaczę. Gawędzimy jeszcze jakieś 15 min. i udaje mi się zbić cenę do 20 Euro (ok. 85 zł). W dalszym ciągu jest to dużo jak za taką wycieczkę, ale jestem szczęśliwa, że aż o tyle udało mi się zmniejszyć początkową kwotę więc decyduję się na zakup.


Wioska Bukit Lawang, północna Sumatra, Indonezja

Dobiega późne popołudnie, ale jest nadal słonecznie. Siadam na brzegu górskiego potoku i dumam nad urokiem tego miejsca. W 2003 zostało ono całkowicie zniszczone przez wielką powódź, wiele osób zginęło, a jeszcze więcej straciło domy i dorobki całego swojego życia, lecz wioska wygląda jakby nie pamiętała tych mrocznych czasów. Dzieci bawią się w rzece szalejąc na dętkach od traktorów (tzw. tubing), mężczyźni intensywnie budują i pielęgnują swoje chatki a kobiety sprawiają, że z każdej lokalnej restauracyjki pachnie domowym, indonezyjskim jedzeniem. Ale urokiem Bukit Lawang jest nie tylko pobliska dżungla, górski potok czy orangutany. To co nadaje urok temu miejscu to brak tłumów turystów, brak hoteli oraz niesamowita, relaksująca atmosfera. Mimo, że Bukit Lawang to miejsce turystyczne ... jest tu po prostu całkiem dziko.

Już po zachodzie słońca więc wracam do mojego pokoju i zamykam się szczelnie pod moskitierą. Jutro idę na poszukiwania tych niesamowitych zwierząt i już nie mogę się doczekać !

Uśmiech dziecka to jeden z najpiękniejszych widoków tego świata. Na zdjęciu : Indonezyjskie chłopaki bawiące się w rzecze Bahorok, Bukit Lawang, Północna Sumatra, Indonezja.

Jeśli jesteś ciekawy jak przebiegły moje poszukiwania orangutanów to zapraszam na relacje z drugiego dnia pobytu w Bukit Lawang. Kliknij tutajJak dojechać, kiedy jechać, jakiego przewodnika wybrać i co ze sobą zabrać ? Jeśli potrzebujesz porad i wskazówek zajrzyj tutaj.

Aleksandra M.

27-letnia podróżoholiczka z Kołobrzegu, która czerpie z życia ile się da. Chodzi z głową w chmurach i świadomie nie zamierza schodzić na Ziemię. :) Ma ogromną nadzieję, że post się podobał, i że zaraziła Cię choć troszkę miłością do podróżowania.

6 komentarzy:

  1. Pięknie ! Ola to targowanie weszło w nawyk i całkiem sprawnie Ci to idzie !
    Buziaki :

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początki były cholernie ciężkie ... ale że doświadczenie robi swoje to faktycznie coraz sprawniej mi to idzie ! ;-)

      Usuń
  2. to targowanie właśnie w tej części zrobiło na mnie największe wrażenie - mozna? mozna! ;) ciekawe jak będzie z tymi orangutanami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tyle można, co trzeba się targować - bym powiedziała ;-) Po pierwsze targowanie się jest ogromną częścią kultury, którą należy szanować a po drugie im więcej starguję tym więcej zaoszczędzę, a im więcej zaoszczędzę tym dłużej będę podróżować - prosta matematyka ;-)

      Usuń
  3. Świetny wpis! Siedząc przed komputerem i czytając można się z łatwością przenieść wyobraźnią do miejsca w którym jesteś :) Sama podróżujesz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa. Obecnie podróżuję z moją drugą połówką, która nie chciała się na mówić na wspólnego bloga, bo twierdzi, że Internet to zło ;P

      Usuń

Copyright © 2017 MILES FROM HOME