1/18/2015

Berastagi - miasto u podnóża dwóch wulkanów


Na Sumatrze poszukiwałam już orangutanów i relaksowałam się nad największym jeziorem powulkanicznym na świecie, lecz w planach mam jeszcze Berastagi - miasto leżące u podnóża dwóch wulkanów. Przyjeżdżam tu głównie z trzech powodów. Pierwszy to Gunung Sinabung, drugi to Gunung Sibayak, a trzeci to przepyszne owoce, które tu rosną. Berastagi to mój ostatni przystanek na tej niesamowitej i dzikiej wyspie.

Gunung Sinabung to mierzący 2 460 m.n.p.m wulkan, który spał przez ponad 400 lat by nagle przebudzić się na dobre w 2010 roku, i który od tej pory regularnie wybucha. W samym 2014 roku erupcja miała miejsce w styczniu, w lutym, w październiku i grudniu. Ta w lutym odebrała życie kilkunastu osobom, którzy na kilka dni przez śmiercią, w ramach rządowego rozporządzenia o zakończeniu ewakuacji dostali pozwolenie na powrót do swoich domów.

Aktywność tego wulkanu trwa po dziś dzień i jest niezłym kąskiem dla podróżników poszukujących wrażeń. Najlepszym miejscem na podziwianie tego wulkanu z bezpiecznej odległości jest punkt widokowy Gunaling Hill. Wystarczy iść 40 minut spacerem z SM Raja - głównej ulicy Berastagi by dotrzeć na to niewielkie wzgórze (wstęp jest bezpłatny).


Punkt widokowy na Gunaling Hill, Berastagi, Sumatra

Widok z Gunaling Hill jest piękny i jednocześnie smutny. Piękny, ponieważ ogromny wulkan otoczony jest zielenią i malowniczymi wioskami. Smutny, ponieważ ta niepozorna góra spowodowała, że okolice trzeba było ewakuować, część ludzi zginęła tragicznie, a tysiące ludzi zostało bez dachu nad głową i nie wiadomo czy w najbliższym czasie będą mogli wrócić do swoich domów.

Na Gunaling Hill spędzam około dwie godziny. Niestety na moje nieszczęście, ale też na szczęście mieszkańców tych okolic, wulkan ten nie zdecydował się na szalony pokaz tegoż akurat popołudnia, lecz mimo wszystko widać jak oddycha i co jakiś czas wypluwa z siebie siarkowe gazy. Bardzo się cieszę, że tu przyjechałam, bo jest to mój pierwszy w życiu aktywny wulkan, który widzę na własne oczy.

SM Raja - główna ulica Berastagi, Sumatra, Indonezja.

Klimat Berastagi jest dość chłodny, lecz nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ miasto znajduje się na wysokości 1 300 m.n.p.m. Całe szczęście, że mam ze sobą śpiwór bo noce bywają tu bardzo zimne. Będę tylko musiała wytrzymać lodowaty prysznic, ale co tam, przecież to samo zdrowie ! Nocuję w skromnym, ale uroczym hostelu Wisma Sibayak (50 000 rupii za pokój 2 os./ok. 15zł/listopad 2014), w którym Betty, bardzo specyficzna i niesamowicie sympatyczna osoba, gotuje NAJLEPSZE w Indonezji Mie Goreng i Nasi Goreng (ryż lub makaron z warzywami - taki schabowy i mielony Indonezji).

Zielona panorama miasta, w drodze na punkt widokowy Gunaling Hill, Berastagi, Sumatra, Indonezja.

Berastagi jako miasto ma mało do zaoferowania, lecz nie chcę jednocześnie powiedzieć, że nie ma tu nic ciekawego. Mimo, że przyjeżdża się tu głównie dla okolicznych wulkanów, to atrakcją są tu również pyszne i wymyślne owoce, które rosną do okoła miasta, na zielonych polach i kolorowych plantacjach. Obowiązkiem wręcz było wybranie się na główny i dość popularny targ w mieście, by popróbować lokalnych przysmaków.

Targ owocowy, Berastagi, Sumatra, Indonezja.

Na końcu głównej ulicy Berastagi, SM Raja znajduje się Fruit Market czyli Targ Owocowy. Nie do końca rozumiem tą nazwę ponieważ targ nie jest wcale zdominowany przez owoce. Są tu również warzywa, kwiaty czy nawet pamiątki, lecz to jednak owoce z tych rejonów są sławne w całej Indonezji. Ceny na targu są niesamowicie niskie. Kilogram salaka, mango czy marakui to koszt 4-8 tysięcy rupii (listopad 2014) czyli około 1,20 - 2,40 zł, lecz ceny wywoławcze dla turystów to około 20 tysięcy za kilogram czegokolwiek więc należy się mocno targować dosłownie o wszystko.

Na punkcie owoców z Berastagi można nieźle zwariować. Ja sama straciłam głowę dla dwóch lokalnych przysmaków. Pierwszy to salak, drugi to słodka marakuja. Salak jest po polsku nazywany (okropnie!) zalakką jadalną, lecz po mojemu salak to po prostu czosnek o smaku jabłka, w skórze smoka z kasztanem w środku. :) Salak to naprawdę niesamowity owoc, który występuje tylko i wyłącznie na dwóch indonezyjskich wyspach: Sumatrze i Jawie. 




Drugim owocem, na punkcie którego zwariowałam jest słodka marakuja, niecodzienna odmiana owocu, którą znamy w Polsce z kwaśnego smaku i fioletowej, twardej skórki. Słodka marakuja ma skórkę pomarańczową i jest naprawdę bardzo słodka. Ciężko jest się jej oprzeć !

Słodka marakuja prosto z targu owocowego w Berastagi, Sumatra, Indonezja.

Podziwianie aktywnego wulkanu Sinabung oraz przepyszne owoce i warzywa to nie jedyne atrakcje Berastagi. Tą najważniejszą jest przecież wulkan Sibayak, który pręży się dumnie nad panoramą miasta. Jutro wybieram się na jego szczyt, będzie to moja pierwsza w życiu wyprawa na wulkan. Nasza zima to pora deszczowa na Sumatrze więc trzymajcie kciuki by jutro nie padało i żeby pogoda była znośna.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Relację ze wspinaczki na Gunung Sibayak przeczytasz tutaj. Jeśli poszukujesz info o niesamowitym Jeziorze Toba zapraszam tutaj, a jeśli pragniesz odwiedzić Bukit Lawang to tutaj.

Aleksandra M.

27-letnia podróżoholiczka z Kołobrzegu, która czerpie z życia ile się da. Chodzi z głową w chmurach i świadomie nie zamierza schodzić na Ziemię. :) Ma ogromną nadzieję, że post się podobał, i że zaraziła Cię choć troszkę miłością do podróżowania.

5 komentarzy:

  1. Ola, a nie mieli durianów? tu dopiero trzeba nie lada odwagi zeby sie przelamac i sprobowac... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieli, ale ja już wcześniej próbowałam duriana w Tajlandii i mimo, że nie jest taki starszny jakby się mogło wydawać, to i tak nie trafił na listę moich ulubionych owoców. Ale śmierdzi za to okrutnie ! ;P

      Usuń
  2. Super sie czyta, jestem ciekawa dalszych przygod. Ola nie balas sie jechac w poblize czynnego wulkanu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego bać, jeśli się zachowa bezpieczny odstęp. ;-) Poza tym Indonezja ma wiele czynnych wulkanów więc prędzej czy później i tak któryś z nich stanie na drodze. Ale ciężko mi sobie wyobrazić jak bardzo muszą się bać ludzie, którzy tam mieszkają, których nie stać na inny dom/mieszkanie. To dopiero musi być dla nich koszmar.

      Usuń

Copyright © 2017 MILES FROM HOME